Ogród Zasadź kwiatek Szukaj Forum

tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 7605, napisany 22 lutego 2009, odpowiedzi 8 , ostatnia 16 grudnia 2009
moze ja zaczne
Jeszcze rok temu cieszylas sie bawiac sie ze mna a teraz a raczej wczoraj bylo pol roku rowne pol roku po Twoim odejsciu starsznie sie czuje tesknota to cos czego zaden czlowiek nie pojmuje nie ummie jej okreslic jednym slowem dlatego stworzylam taki temat gdzie mozemy pisac o psach ktore sa w Psim Niebie co robily podczas swojego krotkiego czy dlugie go zycia musimy sobie powiedziec wprost one juz nie cierpia ta jak ciepialy niektorzy maja zal do siebie tak jak ja ze zostawilam moja Baje i odeszlam a ona swoimi pieknymi oczkami tak na mnie patrzala te oczka mowily "nie zostawiaj mnie ja nie chce umierac chce sie bawic i byc przy Tobie" ale ja ja tam zostawilam wiedzac ze nie bedzie juz cierpieala miala 13 lat to juz duzo jak na psa brakuje mi jej ale kiedy przychodzi placz to mowie sobie "przestan plakac ona by tego nie chciala musisz wiedziec ze juz nie cierpi" ale ja i tak placze bo tesknie a teraz wy powiedzcie cos milego o swoich psiakach


Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 8145, napisana 16 grudnia 2009
Ja miałam swojego Pieska 14 lat;( Mama go wupiściła na pole bo chciał pobiegać za suczkami.. niestety nie przychodzil szukałam go..po 4 godz zauwarzyłam go jak biegał z innymi psami(był chory na serce i miał raka) biegłam za nim zawsze gdy go wołałam przychodził ale nie tym razem nie przyszedł na moje zawołanie:( Spojrzał sie swoimi kochanymi oczkami i uciekł..( ktoś mi mówił że pies nie chce umierać przy właścicielu ;( może wiedział ze to będzie jego koniec znalazłam go nad ranem leżał taki sztywny zimny taki sam;( najgorsze jest to że ja obwiniam siebie za to;( Dostał zawału jego serce nie wytrzymało umarł sam a ja nie byłam przy nim strasznie za nim Tęsknie;(

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 7944, napisana 02 grudnia 2009
Od dziecka mia łem w swoim domu psa.Z wiekiem zacząłem psią przyjażń bardziej doceniać niz jako dziecko.Juz w wieku okolo 60 lat córka podrzuciła mi do domuszczeniaka polskiego owczarka nizinnego.Jako,ze byłem jeszcze mnyslami przy moim jamniku który odszedł odemnie w wieku 15 lat na nowotwór,nie chciałem juz psa.Ale corka wyjechala,a pies pozostał.Niestety w wieku 1-go roku objawiła sie u niego padaczka,a w wieku 26 m-cy odszedł odemnie.Przez t 26 m-cy stał sie dla mnie z niechcianego przedmiotu najwiekszym przyjacielem jakiego miałem w zyciu.Mineło już prawie 9 lat od jego śmierci,a ja-69-letni mężczyzna na jego wspomnienie czasem puszczę łzy z oczu.Mam juz innego psa,kocham go bardzo i on też jest do mnie przywiązany,ale często myślami wracam do mojego owczarka Maksia.

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 8078, napisana 01 listopada 2009
moim przyjacielem był owczarek niemiecki. Saper. imię pasowało do niego :)
był ciągle w ruchu, rozbrykany jak mało jaki pies.. ale nie potrwało to długo.. zdążyłam się nim nacieszyć tylko 5 lat.. nie całe..
kiedy było mi źle był przy mnie, nauczył mnie wiele rzeczy mimo, że niektórzy powiedzą, że
'to tylko pies', 'pies nie może uczyć'.. a jednak to nie był tylko pies i umiał. każdy pies jest wyjątkowy.
z moim łączyła mnie wielka więź. jak wychodziłam gdzieś i tata z nim wychodził to uciekał mu i mnie szukał. kiedy ja musiałam gdzieś wyjechać bardzo mi go brakowało.
był posłuszny, ale strasznie zazdrosny :) tak bardzo mi go brakuje...
był taki słodki, te jego mądre oczy mówiły same za siebie. to jego witanie się ze mną kiedy wracałam do domu... opowiem Wam jak się stało, że znalazł się u mnie.
wychowywałam się można powiedzieć z owczarkami. dlatego później bardzo chciałam mieć swojego psa. tata się nie zgadzał. ale w końcu coś w nim pękło i pojechaliśmy na drugi dzień.
było tam pełno szczeniaczków, ale tata chciał starszego psa-koło 7 mies. hodowca wypuścił pieski na podwórko. same suczki dookoła. a za nimi z tyłu taki sam piesek. potargany. z gumą w sierści.
od razu wiedziałam, że to on. i tak się stało.
mijały dni, miesiące, on rósł, ja go wychowywałam.. wszystko było jak w bajce. tata zawsze mówił, że zabiorę go do swojego domu jeszcze pewnie (że tak będzie długo żył).
no i nie doczekał się tego.. już go ze mną nie ma.. około roku.. a ból jest nadal..

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 7922, napisana 25 lipca 2009
Jako dzieciak zawsze mialam bzika na punkcie psow (do dzis mi to zostalo) Cały czas meczyłam rodziców prośbami o kupno psa, ale oni zawsze powtarzali "pies powinnien mieszkac w domu jednorodzinnym, gdzie bedzie mogl sie wybiegać, mieć swobode" , my natomiast mieszkalismy w bloku w niewielkim mieszkaniu i z wielkim zalem probowalam pogodzic sie z mysla ze moje marzenia sie nie spełnia....Do czasu.... Pewnego dnia biegałam ze znajomymi po osiedlu, gdy ktos nagle krzyknął "jaki sliczny maly piesek" to byl on ;) Chodzil za nami caly dzien, w pewnym momencie nawet go odganialismy bo myslelismy ze moze ktos go szuka a my co chwile sie przemieszczalismy. Nastał wieczor wszyscy rozeszli sie do domu. Zostalam tylko ja , kolega i ON. Bawilismy sie z nim na boisku. Zrobilo sie ciemno, postanowilismy wrocic do domu. Kolega poszedl w lewo ja w prawo a ON za mna. Zblizajac sie do klatki popatrzylam na niego, poglaskalam go i z bolem serca weszlam do srodka zamykajac za soba drzwi. Wchodzac do domu opowiedzialam o NIM rodzica, ale od razu zaprotestowali. Wyjrzalam przez okno, siedział pod blokiem i wył... tak żałośnie. Po ok. godzinie sasiadka zdenerwowana zeszla przed klatke zobaczyc kto jest sprawca tego halasu. Maly wbiegl do klatki , siedzial pod moimi drzwiami i wył. Zorientowalam sie ze jest pod drzwiami , poplakalam sie i blagalnym spojrzeniem patrzyłam w oczy rodziców. Mama wymiekła tata po chwili namysłu rzucił krótko " wpusc go, na jedna noc". i tak został z nami 7 lat.Szukalismy wlascicieli ale bezskutecznie. Z pewnoscia mial poprzedniego wlasciciela bo byl nauczony czystosci, ale co do tego czy byl z nim szczesliwy mam wiele watpliwosci, Byl bojazliwy, bal sie gdy ktos gestykulował, wysokich mezczyzn. Przez pierwsze dni nie odstepowal mnie na krok nie moglam nawet sama isc do lazienki bo odrazu skomlal pod drzwiami. Do moich rodzicow przekonal sie dopiero po jakis 3 tygodniach, wczesniej ich sie bal, ale nie byl agresywny. Moi rodzice pokochali go bardzo szybko, stał sie ich pupilkiem. Zaprowadzilismy go na szczepienia odrobaczaczania itd bo nie wiedzielismy czy wczesniej ktos o to zadbał, weterynarz stwierdzil po uzebieniu ze ma ok. 5-6 miesiecy. Byl dla mnie wyjątkowy , szczególnie, był spełnieniem moich marzeń, w dodaku miałam poczucie jakby to on sam mnie sobie wybrał, jakbysmy byli sobie pisani. Przez 7 lat tylko ja z nim wychodzilam na spacery , nie raz urywalam sie z imprezy wczesniej bo wiedzialam ze Azi (bo tak dostał na imie) czeka w domu. Wszystko sama przy nim robilam, spal ze mna , mnie najbardziej sie sluchal, a gdy nieraz kłociłam sie z mama zawsze stawal kolomnie i na nia szczekal hehe Byl najbardzioej oddanym psem, był calym moim swiatem. Dramat zaczal sie tego nieszczesnego dnia a mianowicie 02 stycznia 2008 roku. rano szykowalam sie do szkoly, moja siostra wpadla do nas na chwile zapytac jak tam po sylwestrze, powiedziala wtedy " Młoda wyprowadze rudego (bo tak na niego mowilismy), a Ty sie szykuj", zgodzilam sie. Wychodzac stanela w drzwiach i spytała "Wziasc smycz, czy nie?" na co ja odparlam " nie musisz , czesto chodzi bez". Uciekł.... za jakaś suczką... ;( nie poszlam do szkoly szukalam go caly dzien, chodzilam po osiedlu, w domu lazilam od okna do okna. Kiedys juz zdazylo mu sie zwiac ale zawsze byl w poblizu nie oddalal sie od bloku wiec gdy patrzylam w okno widzialam go i schodzilam na dol. Tego dnia nigdzie go nie bylo. Nastal wieczor , godzina 18 jak to zima , panował juz mrok. Razem z przyjaciółką naszykowałysmy sie by isć na trening, poprosilam ja zebysmy jeszcze przeszly sie po osiedlu , bo moze teraz kreci sie gdzies w poblizu. Przechodzilysmy na swiatlach, spojrzalam na pasy, na ulicy pelno krwi... nie skojarzyłam, usłyszałam tylko slowa mojej kumpeli " o kur**a" podniosłam wzrok... lezał tam przy jezdni.... oczka miał otwarte , spojrzenie wygasłe, z pyska leciala mu krew. Rozbeczalam sie jak dziecko siedzialam tam przy nim plakalam, glaskalam go. Mialam w gdzies czy ludzie sie krzywo na mnie patrza. Zadzwonilam do siostry " ...nie zyje, przyjedz" Zaplakana przyjechala owinelysmy go w stare przescieradlo, trzymalam go na rekach pojechalysmy na dzialke, zakopalismy go w pobliskim lesie, bo sciolke latwiej bylo rozkopac, ziemia byla zbyt zmarznieta. Mial rozwalone cale wnetrznosci, podejrzewam ze kregoslup tez mial zdruzgotany... na pewno wracal do domu, wybiegl na czerwonym... byl tak blisko bloku.... zaledwie kilkadziesiat krokow od domu. Siostra sie obwiniala... niepotrzebnie, tak mialo byc, ja jej nie obwiniam , sama nie kazalam jej brac tej smyczy, wiec to raczej moja wina. Wrocilysmy do domu , wszyscy plakali.... Przez kilka nastepnych dni wylalam chyba wszystkie lzy. Do dzis oczy mi sie szkla gdy o nim pomysle, wzruszam sie gdy wspominam. Do dzis czuje jakby serce mialo mi rozerwac. Przez nastepny rok nie jezdzilam na dzialke , balam sie nie wiem dlaczego , nie chcialam. Obwinialam sie troche ze nawet nie pojade go odwiedzic ale nie potrafilam. Po roku pojechalam. Na samym wjezdzie na posesje oczy mi sie przeszklily, poszlam w to miesce (wczesniej je zaznaczylysmy) stalam tam i plakalam. Pewnie ktos pomysli "histeryczka, uzala sie nad soba" ale nie jestem takim typem czlowieka, poprostu gdy tracisz to co kochasz nie panujesz nad emocjami, Bo czas wcale nie zna sie na bliznach gdy cos bylo zbyt prawdziwe. Na biurku i meblach mam kilka jego fotek, pare filmikow w telefonie, schowane zabawki , smycz, obroze.... Mam tez wspomnienia. Był moim małym cudem, Ponoc zwierzeta nie maja duszy ale ja wierze, chce wierzyc ze kiedys go spotkam... nawet jesli ma byc to sprzeczne z nasza religia....

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 7822, napisana 25 maja 2009
mój oskar miał zaledwie 8 lat jeszcze mogl sie bawic biegac zemna ale odszedl. gdybym wczesniej poszla do dobrego lekarza i by dostal te leki nic by sie nie stalo. dostal zawal w nocy. pamietam zawsze gdy bylo smutno gdy plaklam on przychodzil a ja go mocno przytulalam i ocieralam łzy jego uszami.kochany jamniczek. gdy bylam chora to on przychodzil i caly czas lezal przy mnie zawsze byl zemna.ponad pol roku jak go nie ma a smutek pozostaje.nie kupie drugiego psa bo zaden nie bedzie taki jak on nic mi go nie zastapi.niech odpoczywa w pokoju i trafi do"psiego nieba"....

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 7790, napisana 18 maja 2009
Mój piesek też był wspaniały. Miał na imię Laluś. Jeden pan z naszej wsi jest alkoholikiem (dzieci zabrała opieka społeczna, a zamiast drzwi ma wywieszony koc) i kiedyś Laluś był jego. Ale on go wypuścił. Dawałam mu jedzenie, bo biedak mógł się zagłodzić na śmierć. A gdy nadeszła zima, chciało mi się płakać. Laluś sam w lesie w zimie? Po długim namyśleniu rodzice go przygarnęli. Razem z Lalusiem chodziłam do szkoły, a on pod nią piszczał, że chce, bym wyszła. Gdy wyjechałam na ferie zimowe w góry, Laluś zniknąl. Szukałam go 3 dni i wywiesiłam ogłoszenia. A potem koleżanka powiedziała mi, że widziała Lalusia przejechanego...

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: 7551, napisana 24 kwietnia 2009
Ja już nie moge wytrzymać bez mojego Reksia! I to co boli najbardziej,że on mogl zyc mogl! tylko ja mam 13 lat i wypuscilam mojego reksia na dwor.....na chwile i zostawilam go sama a on pobiegl do mojego sasiada dlaczego nie bylam z nim! pobiegl i oni oni go zastrzelili ;[[[ zastrzelili rozumiecie! wykrwawil mi sie przed drzwiami! to dopiero boli to moja wina jakbym byla z nim teraz chociaz juz minelo 4 miesiace po jego smierci dalej placze nocami i nie moge o nim zapomniec!! on byl dla mnie wszystkim teraz wychodze na dwor nie mam ani jednego zwierzecia a zawsze byl on zawsze dawalam mu jesc zawsze z nim chodzilam bawilam sie biegalam ciagle z nim wszedzie z nim i nie do konca z nim zginal przezemnie! nie moge sie z tym pogodzic byl taki mlody mial dopiero 5 lat! A teraz rodzice boja sie kupic mi nowego psa ,dlatego ze oni go znowu zastrzela a jak kocham zwierzzeta..chociaz to nie o to chodzi ja nawet juz psa nie chce mic ja chce tylko i wylacznie mojego kochaniutkiego reksia i nikogo wiecej,teraz jak tak sobie mysle to oddalabym wszystko zeby z nim byc!,nie moge nawet sluchcac normalnie piosenek albo ogadac telewizji bo wszystko i sie z nim kojarzy to ze jak on byl to ta piosenka leciala albo jakis program telewizyjny nie moge nawet sluchac mojej ulubionej piosenki dlatego ze sluchalam ja z moiim kochanym Reksiem! ja juz dluzej tego nie wytrzymam ja CHCE MOJEGO REKSIA!!!!

Odp: tu mozemy pisac o psach ktore byly dla nas przyjaciolmi

Autor: iwona, napisana 11 marca 2009
On jest Twoim przyjacielem,
Twoim partnerem,
Twoim obrońcą,
Twoim psem.
Ty jesteś jego życiem,
Jego miłością,
Jego panem.
On będzie Twój ,wierny
i posłuszny do ostatniego bicia Jego serca.
Ty jesteś Mu winien zasłużyć na takie oddanie.

Mojej Tinusi nie ma od 12.01.08 roku o godzinie 15.30 przegrała walkę o życie ktoś ją otruł.Po prostu wrzucono truciznę na ogród,lekarz 5 godzin ją ratował ale był bez szans.
Miała 13 lat była jamniczkiem ,najukochańszą istotą ,zresztą co by nie mówić nie wyobrażam sobie lepszego przyjaciela(niestety ludzie zawodzą i są okrutni).Też sobie mówię,że już nie cierpi,jednak to marna pociecha ,ale nie chcę być egoistką i wolę sobie popłakać w samotności bo to po prostu przynosi mi ulgę ,a pocieszam się tylko tym,że nie jest sama są z nią inne pieski,a przede wszystkim Ci którzy ją kochali i nigdy nie zawiedli.



Copyrights © DOGNET 2007 | Regulamin | Polityka prywatności | dognet@dognet.pl

do góry